en
Wstecz
Aktualności

Robert Makłowicz o zielonogórskim winie po epoce jabcoka i wódki

15.05.2014 Robert Makłowicz o zielonogórskim winie po epoce jabcoka i wódki

W 1979 r. z Zielonej Góry pochodziło wino Mariola. Teraz jest już normalne wino. Powstaną też potrawy, będące zawsze elementem poczucia własnej odrębności. Poczucia lokalności nie może przecież spajać jedynie wiara w potęgę Falubazu - opowiada Robert Makłowicz w wywiadzie dla Gazety Wyborczej.

Widziałam, że szedł pan do Winnicy okrężną drogą.
Rzeczywiście, poprosiłem o dłuższy wymiar kary. W sensie chodzenia oczywiście. Byłem w Zielonej Górze już kilka razy, ale nigdy w życiu w centrum.

I jak wrażenia?
Jeśli się porówna przedmieścia ze starym miastem to rewelacja. Teraz już nigdy nie pomylę jej z Jelenią Górą.

Sceneria Zielonej Góry nadaje się na tło programu kulinarnego?
Takowy program wymaga kulinariów w naturalnych dekoracjach, same dekoracje to jednak zbyt mało. A tu nie ma potraw regionalnych, które można by w programie zaprezentować.

Mamy za to wino.
Przypominam sobie rok 1979. Udawałem się na imprezę licealną, rodzice z powodu nieletności odebrali mi butelkę wina Mariola. Do dziś pamiętam tę etykietę i napis: wino gronowe, Zielona Góra. Potem fałszywie obchodzono tu święto wina, bowiem wszystkie winnice wycięto w pień. Szkoda, bo po Jałcie zyskaliśmy najbardziej wysunięty na wschód niemiecki okręg winiarski, który mogliśmy pieścić, zamiast zdewastować. I tak finalnie zostały tylko jabcok oraz ciepła wóda.

 

Cały wywiad przeprowadzony przez Kalinę Stawiarz można przeczytać tutaj:
http://zielonagora.gazeta.pl/zielonagora/1,35161,15955120,Maklowicz_o_zielonogorskim_winie_po_epoce_jabcoka.html#TRLokZielTxt

 
Sklep
Copyright © 2013 Robert Makłowicz All Rights Reserved.
Projekt graficzny, ilustracje: Andrzej Zaręba
Projekt UX i wdrożenie: ME & MY FRIENDS