en
Felietony
Wstecz

DIABLOK PIOTRA BIKONTA dla początkujących i średniozaawansowanych cukrzyków (2)

19.02.2014 DIABLOK PIOTRA BIKONTA dla początkujących i średniozaawansowanych cukrzyków (2)

Od tej pory nie będę już zaczynał tekstów w tym miejscu od „Drogi Robercie!” (choć obiecuję, że nie zarzucę formy epistolarnej i nieraz jeszcze na Twojej stronie odezwę się do Ciebie listem), bo przecież nie jesteś wcale cukrzykiem, nawet najbardziej początkującym, a jak zaznaczyłem wcześniej, chodzi o to, aby nie zanudzać dietetyką osób, których problemy – przynajmniej póki co -tkwią gdzie indziej. Tyle, że pragnę Ci oświadzyć, iż dałem się przekonać, że  nazwa „diablog” czyniłaby mnie niejako „diablogerem”, czyli jednak blogerem, z czym jakoś nie czuję się najlepiej. Niech zatem nazywa się to „diablok”, że niby „blok” tematyczny, w tematyce „dia”, a w efekcie przecież jakże diabelnie kusząco to brzmi. „Diablok, czyli kuszenie do dobrego”. Jak Ci się to podoba?

A teraz przejdźmy do rzeczy. Zastanawiałem się od czego zacząć i mój wybór padł na biały ser. Ze względu na jego znaczenie strategiczne. Bo jak się radykalnie wycofa z diety szereg tak zwanych dopychaczy (pieczywo, ziemniaki, ryż, makarony, kasze), to może się okazać, tak jak w moim przypadku, że bez nich różne dozwolone produkty i potrawy przestają smakować. I tak, na przykład, od początku wydałem sobie zezwolenie na jedzenie jajek w dowolnej formie, byle bez tłuszczu i bez dopychaczy. Z początku było fajnie, ale wkrótce nabrałem wręcz wstrętu do omletów, jaj na twardo, miękko itd. W sumie nie ma czego żałować, bo za bardzo zdrowe te jajka to nie są. I podobnie mam też z mięsem. Samo mięso, bez dodatków, nie smakuje mi (ale znam osoby, którym smakuje, że ho ho!). Sery żółte trzeba skreślić, bo są bardzo tłuste. Pozostają jarzyny (nie wszystkie, rzecz jasna), ryby i właśnie biały ser. To zawsze będzie kwestia indywidualna, ale trzeba sobie znaleźć jakiś produkt zapewniajacy sytość, przy czym  w wypadku białego sera, to on jakby udaje coś dużo tłustszego niż jest. I można go smarować, albo w innej wersji kroić i jeść widelcem.

Ale bynajmniej nie każdy biały ser się nada. Bo na półkach sklepowych trwa bezpardonowa i jednostronna wojna producentów z konsumentami. Dawniej miałem sokoli wzrok, ale kompletnie nie zwracałem uwagi na to jest napisane na opakowaniach towarów spożywczych. Za to teraz muszę zadbać, żeby zawsze mieć przy sobie okulary, bo bez nich się nie doczytam. A trzeba. Bo to jest tak: ser „chudy” ma 0% tłuszczu, a jeżeli ma napisane „półtłusty” to w zasadzie zawsze ma 4%. Czyli różnica 4%. Ser „tłusty” ma kilkanaście procent. Natomiast różne mniej lub bardziej „puszyste” twarożki, filadelfie, etc. mają nawet i do 50%. Oczywiście, wybieram półtłusty. Kiedyś sam nie chciałbym w to uwierzyć, ale już po krótkim czasie organizm, czy aparat smakowy, czy jak go tam zwał, przestawia się i te cztery procenty w porównaniu do zera nagle dają poczucie rozkosznej tłustości.

Na tym nie koniec. Jest w sklepach jeden twarożek produkowany w Turku, o nazwie „Figura”, ale nie na cześć Kasi Figury, tylko w związku z tym, że ma jedynie 5% tłuszczu, a zarazem ma delikatną konsystencję kremową. Jego zdumiewającą cechą jest, że świetnie rozpuszcza się w gorącej zupie, doskonale zastępując śmietanę. Ludzie! Śmietana pięcioprocentowa! Chce się żyć (byle tylko nie dopuścić do wrzenia, bo się zwarzy!). Nieco gorszy, ale jednak zawsze, jest w tej samej roli lekki „Bieluch”.

Na koniec ulubiona kombinacja kolacyjna, która nie chce mi się znudzić od wielu miesiecy.

Jeden serek półtłusty (może być „mazurski”) rozgniatam widelcem i mieszam z półtora opakowania „Figury”, dodaję dużo stratego czosnku, sól i pieprz. Wszystko łączę blenderem, albo widelcem. Układam na liściach cykorii i obkładam pomidorami, albo ogórkami, albo plasterkami oliwek. I już.

 

Galeria zdjęć

Bikont

Piotr Bikont

Polski reżyser, dziennikarz i publicysta; działacz opozycji w PRL; krytyk kulinarny. Od 1989 do 2001 był dziennikarzem "Gazety Wyborczej".

Z Robertem stworzył duet publicystów kulinarnych, publikujący w tygodniku Wprost, a następnie w Newsweek Polska. Razem z Makłowiczem wydał książki: Listy pieczętowane sosem, czyli gdzie karmią najlepiej w Polsce. Przewodnik  (2001),  Dialogi języka z podniebieniem  (2003), Stół z Niepowyłamywanymi Nogami  (2007), a samodzielnie: Polska na widelcu  (2005), Polska. Nawigator kulinarny  (2007),  Kuchnia żydowska według Balbiny Przepiórko  (2011).

Sklep
Copyright © 2013 Robert Makłowicz All Rights Reserved.
Projekt graficzny, ilustracje: Andrzej Zaręba
Projekt UX i wdrożenie: ME & MY FRIENDS