en
Felietony
Wstecz

DIABLOK PIOTRA BIKONTA dla początkujących i średniozaawansowanych cukrzyków (3)

05.03.2014 DIABLOK PIOTRA BIKONTA dla początkujących i średniozaawansowanych cukrzyków (3)

 

Kiedy ktoś chce podjąć dietę, aby schudnąć więcej niż 30 kilo, powinien mieć świadomość, że decyduje się na coś w rodzaju odwyku. Tak, tak, przy tak radykalnie określonym celu nie wystarczy po prostu jeść wszystkiego o połowę mniej, to znaczy – może by i nawet wystarczyło, tylko że w praktyce to jest trudno wykonalne, ponieważ to okropna męka i na dłuższą metę się nie da,  bo człowiek tylko czeka, aż to się wreszcie skończy i wtedy - nawet jeśli mu się uda te kilogramy z siebie zrzucić, to za chwilę mu się odwahnie w drugą stronę i nastąpi sławny „efekt jojo” (ale o „jojo” będzie kiedy indziej).

Zdecydowanie wolę metodę zwaną w Ameryce „cold turkey”, polegającą na rzucaniu nałogu w jednej chwili, całkowicie i bez wspomagania medycznego. Ta metoda jest szczególnie nieprzyjemna na początku, za to pozwala dość szybko wyeliminować męczące pragnienia i daje szanse na dużo łagodniejszy, a nade wszystko skuteczny przebieg kuracji. Kto rzucał palenie wie, że stratagia np. zmniejszania liczby wypalanych papierosów dziennie o jedną sztukę to bezcelowy masochizm. Łatwiej nie palić wcale, niż jednego czy dwa dziennie. Wiadomo, że kromka chleba dziennie, zwłaszcza pełnoziarnistego, byłaby do przyjęcia nawet przy ostrej diecie, ale doprawdy łatwiej mi zrezygnować z pieczywa w ogóle, niż jeść go „troszeczkę” i pogłębiać bolesną tęsknotę.

Powie ktoś, że miałem w tym miejscu podjudzać do odchudzania, a tymczasem działam zniechęcająco?

Otóż zachęcać mogę jedynie własnym przykładem, a nie obietnicami, że „będzie dobrze” i „na pewno się uda”. Uważam, że już na samym początku, przy podejmowaniu decyzji, trzeba zdawać sobie sprawę, że lekko nie będzie, bo lepiej w ogóle nie zaczynać kuracji, niż wchodzić w nią z nadzieją, że „jakoś to będzie”. Trzeba być przygotowanym psychicznie, bo jak się nie uda, to będzie koszować.

Mam całą masę krewnych i znajomych, którzy już kilkanaście albo i kilkadziesiąt razy odchudzali się albo rzucali palenie, i przyglądając się im nietrudno zauważyć, że nic tak nie osłabia jak porażka i nic tak nie wzmacnia jak sukces. Dlatego należy nie brać pod uwagę ewentualnego fiaska, ale też uzbroić się w cierpliwość.

Przygotowanie psychiczne polega też na – rzekłbym – zjednoczeniu sił wewnętrznych. Nie, nie szukam efektownych paradoksów, tylko zauważam, że w przedsięwzięciach wymagających absolutnej samodyscypliny w jednej osobie odzywa się ich dwie lub więcej, i jedna jest na tak a druga na nie,  jedna konspiruje przeciwko drugiej, oszukują się nawzajem, słowem – straszliwa marnacja sił i środków.  Bądźmy poważni, nie oszukujmy samych siebie i czerpmy siłę z własnej siły i jedności.

*  *  *

Dziś w prezencie dla Wytrwałych:

Zupa rybno-pomidorowa

Kilka łodyg selera naciowego obieram z ciągnących się po bokach włókien, zalewam sokiem pomidorowym i gotuję przez kwadrans.
Filet z praktycznie jakiejkolwiek ryby – im lepsza ryba, tym lepsza będzie zupa, może być ryba mrożona, najlepiej morska biała, ja preferuję świeżego dorsza – kroję w kawałki i dorzucam do garnka. Solę do smaku. Zmniejszam ogień i gotuję jeszcze kwadrans. Na koniec doprawiam startym czosnkiem i świeżo zmielonym pieprzem, posypuję posiekanym koperkiem i gotowe.
Czasem zabielam zupę 5-procentowym twarożkiem (patrz część 2).
Proporcje i czas gotowania są tu doprawdy dowolne. Oczywiście, rybę mrożoną gotuję dłużej, reszta zależy od smaku i dyspozycji dnia. Koperek można zastąpić pietruszką albo oregano (jeśli suszony, to dodaję go razem z rybą).

 

Panie Piotrze,

Zupa rybna brzmi smakowicie, skorzystam na pewno z przepisu. Sok pomidorowy ma niski indeks glikemiczny 35, a w 100 g dorsza  węglowodanów nie mamy. Całkowita zawartość tłuszczu wynosi  0, 7 g,  białka 18 g, skrobi, błonnika brak, zawiera więc  80 kcal, witaminy B 12, fosfor, jod, potas i selen.

Samo zdrowie. Polecam.

Pozdrawiam
Joanna Mirocka

P.S.
Jeszcze seler naciowy - w 100 g ma 7 kcal, 0,5 g białka, 0,9 g węglowodanów, 0,2  g tłuszczu. Bądźmy drobiazgowi.

 

Bikont

Piotr Bikont

Polski reżyser, dziennikarz i publicysta; działacz opozycji w PRL; krytyk kulinarny. Od 1989 do 2001 był dziennikarzem "Gazety Wyborczej".

Z Robertem stworzył duet publicystów kulinarnych, publikujący w tygodniku Wprost, a następnie w Newsweek Polska. Razem z Makłowiczem wydał książki: Listy pieczętowane sosem, czyli gdzie karmią najlepiej w Polsce. Przewodnik  (2001),  Dialogi języka z podniebieniem  (2003), Stół z Niepowyłamywanymi Nogami  (2007), a samodzielnie: Polska na widelcu  (2005), Polska. Nawigator kulinarny  (2007),  Kuchnia żydowska według Balbiny Przepiórko  (2011).

Sklep
Copyright © 2013 Robert Makłowicz All Rights Reserved.
Projekt graficzny, ilustracje: Andrzej Zaręba
Projekt UX i wdrożenie: ME & MY FRIENDS