en
Felietony
Wstecz

DIABLOK PIOTRA BIKONTA dla początkujących i średniozaawansowanych cukrzyków (5)

07.04.2014

 

Ahoj, czytelnicy, niespodzianka: w efekcie intensywnych i fascynujących poszukiwań mam niecierpliwą przyjemność ogłosić co następuje: restauracja „Horai” przy Placu Wolnica w Krakowie, wprowadza od 8 kwietnia specjalne MENU DIETETYCZNE AUTORSTWA PIOTRA BIKONTA. Zapraszamy zwłaszcza diabetyków i osoby odchudzające się. Potrawy w stylu dalekowschodnim opracowano przy użyciu szczególnie niskokalorycznych składników, o zarazem możliwie niskim indeksie glikemicznym.

Opowiem jak do tego doszło. Niecały rok temu dużo gadaliśmy i eksperymentowaliśmy w kuchni z córką mojego przyjaciela Natalką Sierzputowską, która będąc w Szwecji, z pasją zaangażowała się w catering potraw dalekowschodnich dla wegańskich klientów. Dowiedziałem się od niej, że w Japonii istnieje taki rodzaj makaronu, który jest całkowicie lub prawie całkowicie pozbawiony kalorii. To mnie szalenie zainteresowało, jako niemal maniakalnego miłośnika spaghetti, który wcześniej nawet uwierzył w prawdopodobieństwo skuteczności lansowanej tu i ówdzie rzekomo odchudzajacej „diety makaronowej”, czego gorzko pożałował, bo w efekcie jedynie przybrał na wadze. Sama Natalka tego makaronu nie jadła, a jedynie o nim słyszała. Podała mi kilka ewentualnych nazw, a ja zacząłem szukać po różnych źródłach, głównie w Internecie. Szukałem długo, ale bezskutecznie i powoli przestawałem już wierzyć, że coś takiego istnieje, zresztą i sam rozsądek podpowiadał, że to jest za piękne żeby mogło być prawdziwe.

Porzucona nadzieja nagle odżyła, kiedy jadłem zupę Tom Yum w pobliskiej restauracji „Horai”. Okazało się, że zaprzyjaźniony właściciel, Paweł Michalik, wie, że bezkaloryczny japoński makaron istnieje, ale nie pamięta szczegółów. Po dalszych poszukiwaniach wygenerowało się słowo-klucz konyaku. I wtedy, wchodząc do innej restauracji, „Pod norenami” (jedyne w swoim rodzaju  dalekowschodnie fusion ściśle wegańskie), stanąłem jak wryty, widząc nad barem napisane kredą na „tablicy dnia” słowo konyaku. Nie był to jednak makaron – szef kuchni, wybitny znawca kuchni chińskiej i japońskiej Paweł Albrzykowski wyjaśnił, że to jest sporządzana z tajemniczego korzenia galaretka, którą zresztą zaraz mi podał – jako mdławosłodki deser z mlekowatym sosem. Powiedział, że konyaku, sprzedawane w foliowym opakowaniu wypełnionym wodą, po otwarciu okropnie śmierdzi, ale wystarczy je opłukać pod bieżącą wodą i wtedy cały ten zapach znika. Potwierdził, że robią z tego makaron, nie pamiętał jednak jego nazwy. No, ale teraz, gdy  słowo-klucz się potwierdziło, poszło już łatwiej. Co prawda w Sieci nie znalazłem, ale razem z Pawłem Michalikiem zagłębiliśmy się w stercie tomiszczy katalogów zagranicznych hurtowni i w końcu – JEST! Nazwa brzmi: SHIRATAKI. Z powrotem do Internetu i teraz owszem, jest potwierdzenie - są dwie podstawowe odmiany, jedna około 10 kalorii na 100 gramów, druga zaś okrągłe ZERO!! Do tego Paweł znalazł stosowną hurtownię gdzieś w Holandii.

Po radości ze znaleziska niejako wirtualnego, w oczekiwaniu na przesyłkę, ogarneły mnie jednak pewne wątpliwości: czy produkt dziwnych skośnookich ludzi z drugiego końca świata, robiony z cuchnącej roślinnej galarety może w jakimkolwiek stopniu rekompensować porzucony na drodze wyrzeczenia włoski makaron? Wątpliwe. Ale ku mojemu absolutnemu zdumieniu i zachwytowi okazało się, że choć te przezroczyste kluseczki trudno pomylić z klasycznym pasta, to jednak ich konsystencja, jak i smak (właściwie są bezsmakowe, ale świetnie absorbują aromaty pozostałych ingrediencji) doprawdy mogą w sporej mierze zadowolić chudniejącego grubasa, jak ja. A więc przełom w diecie!

Ubocznym skutkiem owego buszowania w sążnistych katalogach było odnalezienie szeregu nieznanych mi wcześniej orientalnych produktów o rewelacyjnych właściwościach leczniczych, przy jednoczesnej niskokaloryczności i niskim indeksie glikemicznym. I kiedy już sprawdziliśmy ten japoński makaron, Paweł zdążył tak się wciągnąć w temat, że wpadł na pomysł zaprowadzenia u siebie osobnej, dietetycznej karty dań i zaproponował mi opracowanie takiego menu. A ja uwielbiam takie wyzwania.

Nastąpił wielotygodniowy okres wspólnych pasjonujących eksperymentów w „Horaiu”, z kluczowym udziałem szefa kuchni. Ponieważ jednak w kwestiach dietetycznych jesteśmy zaawansowanymi hobbystami, to przecież dyletantami, więc obawialiśmy się palnąć jakieś głupstwo. Na szczęście udało mi się namówić do współpracy w charakterze konsultanta medycznego poważnego lekarza diabetologa - wielce kompetentną i przemiłą doktor Joannę Mirocką. Wreszcie cały tamten okres poszukiwań mamy już poza sobą i teraz z dumą i przejeciem wszystkich złaknionych przygód na podniebieniu ascetów z konieczności możemy zaprosić na wspaniałą dieta-ucztę. A okoliczność, że całkiem przypadkowo inauguracja tego menu wypada tuż u progu Wielkiego Postu, można i należy przyjąć za znak z nieba, czyli tak zwany PALEC BOŻY.

 

makarony shirataki

Unikalny produkt udanie imitujący różne typy makaronu, zawierający w 100g 0-6 kcal (prawdziwe makarony - 200-400 kcal!), a  zarazem 4,5g glukomannanu, łatwo rozpuszczalnego błonnika. Zero tłuszczu, glutenu, cukru, jajek, soi, mleka, zawiera za to substancje regulujące poziom cukru we krwi i poziom cholesterolu. Sam w sobie pozbawiony smaku, znakomicie wchłania smaki sosów i zup. Produkuje się go z mąki z korzenia rośliny o nazwie konjak (Amorphophallus konjac), znanej też jako „czarci ozór”, „lilia wudu”, czy „wąż palmowy”, w tradycyjnej medycynie chińskiej używanej jako środek detoksykacyjny, antynowotworowy i regulujący pracę serca.

 

Galeria zdjęć

Bikont

Piotr Bikont

Polski reżyser, dziennikarz i publicysta; działacz opozycji w PRL; krytyk kulinarny. Od 1989 do 2001 był dziennikarzem "Gazety Wyborczej".

Z Robertem stworzył duet publicystów kulinarnych, publikujący w tygodniku Wprost, a następnie w Newsweek Polska. Razem z Makłowiczem wydał książki: Listy pieczętowane sosem, czyli gdzie karmią najlepiej w Polsce. Przewodnik  (2001),  Dialogi języka z podniebieniem  (2003), Stół z Niepowyłamywanymi Nogami  (2007), a samodzielnie: Polska na widelcu  (2005), Polska. Nawigator kulinarny  (2007),  Kuchnia żydowska według Balbiny Przepiórko  (2011).

Sklep
Copyright © 2013 Robert Makłowicz All Rights Reserved.
Projekt graficzny, ilustracje: Andrzej Zaręba
Projekt UX i wdrożenie: ME & MY FRIENDS