en
Felietony
Wstecz

To najlepszy czas do planowania letnich wakacji

08.12.2014 To najlepszy czas do planowania letnich wakacji

                                       

                                                                                                                                               Kraków, poniedziałek, idą Święta

Drogi Robercie!

Masz rację, że okolice świąt Bożego Narodzenia to najlepszy czas na planowanie letnich wakacji. Z jednej strony, jest komfortowo dużo czasu by wszystko opanować logistycznie i powoli zgromadzić odpowiednie fundusze, z drugiej zaś, jakże to miło w zimne grudniowe całodzienne wieczory zanurzyć się wyobraźnią w rozsłonecznione krajobrazy Południa. No i masz też rację, że jak ma być Słoneczne Południe, to najlepiej Chorwacja. Bo to przecież i blisko, i w zasięgu cenowym, i wśród bratersko przyjaznej nacji gospodarzy, do tego przyroda i krajobraz, i architektury, i wreszcie last ale przecież nie least - wspaniałe przygody na podniebieniu. A tym chętniej pomarzę o Chorwacji, że  już dwa i pół roku tam nie byłem.

Są pragnienia powrotu do miejsc, które się poznało i są marzenia o odwiedzeniu miejsc, gdzie się jeszcze nie było. Ponieważ teraz mam ochotę oddać się temu drugiemu, nie będę wspominał rozkoszy adriatyckiego wybrzeża (a nieźle już zdążyłem poznać Dalmację, Istrię i niektóre wyspy, i bardzo do tych miejsc tęsknię); w przyszłe lato chciałbym zamienić rozkosze wylegiwania się na plażach słonych akwenów na uprawianie wodniactwa w wodach słodkich. Bajeczne ku temu warunki zdaje się oferować śródlądowy region o mało u nas spopularyzowanej nazwie Lika, część Chorwacji Środkowej.

Jak dobrze wiesz, mam głębokie poczucie, że moi przodkowie nie wyszli z morza ani nie zeszli z drzewa, ale wyłonili się z głębi jeziornych. Dlatego, pewnie, za każdym razem, gdy zmierzając z Polski na spotkanie z Tobą na chorwackim wybrzeżu mijam w oddali Plitvickie Jeziora, czuję, że coś mnie stamtąd woła. Jeśli dodać do tego niesamowite widoki na zdjęciach stamtąd, nie dziw, że zrodziło się we mnie pragnienie popływania po tamtych wodach. I oto niespodziewanie mamy do czynienia z przykładem klasycznego paradoksu logicznego, kiedy to z fałszywych przesłanek dojść można do prawdziwych wniosków. Otóż Plitvckia Jezera to ścisły rezerwat przyrody, po którym można spacerować wyłącznie specjalnymi dróżkami wytyczonymi obok i nad wodą, natomiast do samej wody nie wolno nawet włożyć ręki.Ale i tak, wszelako, Plitvice pozostają wymarzoną atrakcją na jedną całodzienną wizytę w szerszych ramach wakacyjnego projektu, zwłaszcza, że okazuje się, iż w bezpośredniej okolicy znajdują się tereny nieprawdopodobnie atrakcyjne dla wodniaków. Sporo się w życiu naspływałem, znam prawie wszystkie polskie trasy kajakowe, wiosłowałem też na Węgrzech, a jednak perspektywy kajakowania jakie roztacza region Lika (ze stolicą w słynącym  z piwa Carlovacu) wydają się nie do pogardzenia.

Nie da się tam raczej zaplanować klasycznego spływu wieloetapowego wzdłuż jednej trasy wodnej, ale z powodzeniem można zorganizować (przy pomocy wyspecjalizowanych firm turystycznych lub niezależnie, we własnym zakresie) jedno-dwutygodniowe wakacje złożone z jedno-dwudniowych spływów kajkami, kanadyjkami lub tratwami, na szeregu różnych, oszałamiająco pięknych rzek.

Najbardziej kręcąca wydaje się rzeka Mreznica spływająca kryształowo czystą wodą po i wśród krasowych skał, w których drąży fantastyczne kaniony i  sekwencje większych oraz mniejszych wodospadów, z których większość da się pokonać kajakiem, zwłaszcza gumowym. Widoki kapitalne. No i kąpiel - mimo wartkiego nurtu temperatura wody latem wynosi średnio 27 stopni. Bosko! A jeszcze – bo ja mam w sobie, może mało ujawnionego, za to żarliwego adepta sztuki obserwowania ptaków - można się starać wypatrzeć tamtejszych fruwających celebrytów: majestatycznego orzła przedniego (rozpiętość skrzydeł do 2,5 m, w locie osiąga prędkość do 160 km/h, w nurkowaniu z dużej wysokości  do 320 km/h!) i o połowę mniejszego, za to jeszcze rzadszego orlika krzykliwego.  

A od strony jedzenia? Cóż, to już nie te kulinarne szaleństwa, co przesmakowitej Dalmacji, czy na italsko wyrafinowanej Istrii. Specjały Liki… 

I tu dygresja. Jak sądzisz, Bobeczku, jaki jest przymiotnik określający rzeczy pochodzące z tego regionu: „likański” czy może „licki”, albo „likijski”? Przyjmijmy to pierwsze.

A więc, na liście lokalnych specjałów regionu Lika znajdujemy likańskie suszone sery, likańskie prosciutto, wędzony boczek, kluski z fasolą, baraninę gotowaną w słodkiej kapuście, gołąbki w liściach kiszonej kapusty, kotlet cielęcy nadziewany boczkiem i podawany z gotowanym pasternakiem, prosię na rożnie,  baranina „spod peki”, gulasz drobiowy z makaronem, dziki pstrąg z wody, sernik i placek z jabłkami. Najatrakcyjniej brzmi mięso „spod peki”, czyli – jak oczywiście dobrze wiesz - pieczone tradycyjną i popularną na terenie całej Chorwacji techniką umieszczania obrabianych produktów pod żelaznym kloszem, przysypywanym następnie grubą warstwą żaru, stopniowo przemieniającego się w popiół. Poza tym szynka i sery. W sumie – na wakacjach kajakowych chyba najlepiej będzie gotować sobie samemu, ale to też jest atrakcja, bo w całym kraju wynalazców wiecznego pióra i krawata spożywczaki oferują po korzystnych cenach znakomite ryby, mięsa, sery, warzywa i owoce.

Jedzenie bardzo swojskie, za to widoki egzotyczne – przecież to tutaj na początku lat sześćdziesiątych XX wieku powstała kultowa seria westernów produkcji NRD, adaptacja cyklu powieści Karola Maya (też Niemca) o przygodach dzielnego Indianina imieniem Winnetou, jego siostry Apanaczi i blondyna o ksywie Old Surehand. Filmy te kręcono w kilku różnych miejscach, w tym także w Plitvicach. Kto pamięta „Skarb w Srebrnym Jeziorze” ten łatwo rozpozna krajobrazy miejsca, gdzie – jeśli wierzyć Karolowi May’owi - ów tytułowy skarb  do dziś spoczywa. Od tych produkcji minęło już ponad pół wieku, ale poza wątpliwym i niewątpliwie niedostępnym skarbem, w miejscowości Rastoke rodzina Holjevac udostępnia turystom widok zainstalowanego na swoim gospodarstwie totemu pozostałego z dekoracji symulujących indiańską wioskę.

I jeszcze, gdybyśmy tam obaj  razem spływali sobie, to na pewno zaciągnąłbyś mnie do ruin zamku Centigrad, gdzie w 1527 roku rodzima szlachta osadziła na tronie Chorwacji Ferdynanda Habsburskiego, a jakie były tego konsekwencje, to Ty sam mi najlepiej opowiedz.

Tymczasem wesołych Świąt i wspólnego w ich czasie spotkania,

Bikont Z Zapałem Wiosłujący

P.S.

Co jeszcze wyczytałem o Plitvicach:

Park narodowy tworzy system 16 jeziór, powiązanych licznymi wodospadami i kaskadami. Układ rozdzielony jest na piętro górne z 12 jeziorami i piętro dolne z 4 jeziorami. Park ciągle zmienia swój kształt wskutek erozji trawertynowych, związanych z tym, że położony jest na podstawach wapiennych. Przepiękne tarasy są efektem działalności unikalnych bakterii zamieszkujących tutejsze mchy i trawy. Kolor wody ciągle się zmienia, od błękitnego, przez jasnozielony, aż po ciemno niebieski, co zależy jest od stężenia minerałów i mikroorganizmów, oraz od kąta padania promieni słonecznych.

A jakie muszą być Plitvice zimą!

 

Zobacz także list Roberta:
http://www.maklowicz.pl/pl/felietony/robert-maklowicz,5/chorwacja-moja-milosc

Galeria zdjęć

Bikont

Piotr Bikont

Polski reżyser, dziennikarz i publicysta; działacz opozycji w PRL; krytyk kulinarny. Od 1989 do 2001 był dziennikarzem "Gazety Wyborczej".

Z Robertem stworzył duet publicystów kulinarnych, publikujący w tygodniku Wprost, a następnie w Newsweek Polska. Razem z Makłowiczem wydał książki: Listy pieczętowane sosem, czyli gdzie karmią najlepiej w Polsce. Przewodnik  (2001),  Dialogi języka z podniebieniem  (2003), Stół z Niepowyłamywanymi Nogami  (2007), a samodzielnie: Polska na widelcu  (2005), Polska. Nawigator kulinarny  (2007),  Kuchnia żydowska według Balbiny Przepiórko  (2011).

Sklep
Copyright © 2013 Robert Makłowicz All Rights Reserved.
Projekt graficzny, ilustracje: Andrzej Zaręba
Projekt UX i wdrożenie: ME & MY FRIENDS