en
Felietony
Wstecz

Tydzień Polskiej Kuchni w Izraelu

09.01.2014 Tydzień Polskiej Kuchni w Izraelu

 

Drogi Robercie!

Dziękuję Ci za zaproszenie na łamy Twojej nowej internetowej strony (o ile termin „łamy” jest tu jeszcze w ogóle adekwatny). Po paru latach przerwy chętnie wrócę  do felietonowego pisania i obiecuję co najmniej raz w tygodniu coś tu do Ciebie nagryzmolić (no, to ostatnie słowo już na pewno nie jest adekwatne, postanowiłem jednak, na potrzeby niniejszej rubryki, wcielić się w dość w końcu naturalną dla mnie postać starzejącego się bon vivanta posługującego się terminologią z lekka już trącącą  myszką). Na dobry początek zdam Ci relację z mojej niedawnej wizyty w Tel Awiwie, gdzie na początku listopada udałem się na zaproszenie działającego tam Instytutu Polskiego oraz izraelskiego Ministerstwa Turystyki. 

Brzmiało to jak pomysł co najmniej wątpliwy: Tydzień Polskiej Kuchni w Izraelu. Przecież nasza kuchnia, bardzo oględnie mówiąc, nie cieszy się w kraju Ben Guriona dobrą opinią. Przy czym dotyczy to nie tylko polskiej kuchni w znaczeniu jadła mieszkańców porzuconej diaspory, z którą emigrantów do Palestyny łączyły niekoniecznie przyjemne wspomnienia, ale także kuchni polskich Żydów, adekwatnej do zimnego kraju europejskiej północy, lecz w bliskowschodnim klimacie pozbawionej szans w zderzeniu z bardziej tropikalną kuchnią sefardyjczyków. Powątpiewali nawet ci szefowie kuchni i restauratorzy, którzy zgodzili się wziąć udział w całym projekcie. „Kto będzie miał ochotę degustować dania polskiej kuchni” – krzywił się niejeden (sam słyszałem). Tymczasem impreza odniosła niespodziewany sukces, przy restauracyjnych stołach brakło miejsc, a przygotowane na te okazje smakołyki znikały równie pospiesznie, co bigos po polowaniu w „Panu Tadeuszu”. Najniespodziewaniej w świecie, o Tygodniu Polskiej Kuchni głośniej było w izraelskich mediach, niż o trwającej w tym samym czasie wizycie prezydenta Komorowskiego.

Odbył się szereg imprez typu pokazy kulinarne, wystawy, czy np. szczególnie wzruszający wieczór poetycki,  na którym lokalni artyści i intelektualiści prezentowali wiersze polskich poetów w oryginale i w tłumaczeniu, ale najgłówniejszy pomysł polegał na tym, że lokale wybrane spośród czołówki tamtejszych restauracji na ten jeden tydzień wprowadziły okolicznościowe menu. Tu należy od razu zaznaczyć, że - ogólnie rzecz biorąc - średni poziom gastronomii w Tel Awiwie jest bardzo wysoki, nawet jak na standarty europejskie. Czyli – mój tydzień na Bliskim Wschodzie był naprawdę przesmakowity.

Już na początku nastąpiło mocne uderzenie – inauguracyjna gala kolacyjna w kompleksie dwóch restauracji, „Catit” i „Mizlala”,  była popisowym dialogiem dwóch wybitnych szefów. („Together the two chefs will try to pinpoint the similarities and differences between these two exciting new regional cuisines which started seeking a new identity at around the same time. The dialogue between the two chefs will includes eight dishes.” ) W roli gospodarza wystąpił jeden z izraelskich kucharzy celebrytów, Meir Adoni, ale tłum smakoszy przyciągnęła przede wszystkim obecność naszej rodzimej znakomitości opromienionej miszeleńską gwiazdką, czyli Wojtka Modesta Amaro. I w tym miejscu my („my, Polacy”) zaliczyliśmy tzw. mega szacun, bo tam, mimo ogólnie bardzo wysokiego poziomu, takiej gwiazdki jeszcze nie mają. No i faktycznie, mimo sporego metrażu, wszystkie miejsca były wykupione, choć za taką kolację trzeba było zapłacić z góry ok. 500 złotych od osoby, przy czym jednak należy pamiętać, że w tamtym kraju wszystkie ceny, razem z płacami, są w stosunku do naszej rzeczywistości bardzo mocno przesunięte w górę. Z Amaro jednoznacznie możemy być dumni, ale przecież nie po to udałem się tak daleko, żeby raczyć się przysmakami z Warszawy. Skupiłem się więc raczej na „polsko-żydowskim menu” Meira Adoniego. Było nieźle, a w słowach wyrażało się to tak:

„Polsko-żydowskie tapas: marynowany śledź w czerwonym winie z cebulą, sałatka jajeczna z griblech – chrupkami z gęsiej skóry, oraz siekana wątróbka z marynowanymi jajkami przepiórczymi, musztardą i korniszonami;  żydowaka penicylina: rosół z kurczaka i warzyw korzeniowych, z knedlem nadziewanym musem drobiowo-truflowym i królem lasu – borowikiem; spatzle duszone z  cebulą w kaczym smalcu, z wędzoną panzettą baranią, wiśniami Amarena i porto; długo duszone policzki cielęce, makaron jajeczny, cymes z organicznej marchwi, śliwki w brandy.”

A dzień później, w Jerozolimie, kolacja w „Machney Yehuda” i popis innego polsko-żydowskiego duetu – Artura Moroza z trójmiejskiego „Bulaja” oraz Yoshke Pincusa z „Ha’Ogen” w Hajfie – ze szczególnym uwzględnieniem wariacji na temat gefilte fisz.

I jeszcze akcent nieco osobisty, czyli menu na Tydzień Polskiej Kuchni w ulubionym barze telawiwskiej bohemy – „The Minzar”.

Najpierw wstęp: „At the long-established Tel Aviv bar, a special menu will be offered inspired by two cookery books published in Poland: one that's devoted to the Jewish-Polish cuisine, and the other on rural Polish traditional cuisine. Their author is Piotr Bikont, the father of Ola Bikont, who has waitressed at The Minzar since arriving in Israel five years ago. Friday will be devoted entirely to a Polish drinking session.”

A w karcie: sałatka ziemniaczana, gefilte fisz, śledź z sałatką jabłkową, siekana wątróbka, barszcz wegetariański, zupa ogórkowa, kacza zupa z kaczymi pierogami, teryna z wędzonego pstrąga, teryna z kaczki, drobiowe żołądki na grzance z chałki, ozór wołowy duszony w czerwonym winie z grzybami leśnymi, głowizna wieprzowa, żeberka z kapustą smażoną i boczkiem, wieprzowe podgardle nadziewane  leśnymi jagodami i grzybami. Nieźle, co?

Gdyby zaś przyszło mi przyznać grand prix za najlepsze danie całego tego Tygodnia, to nagrodziłbym wspaniałą restaurację „Elba” za pieczone kości szpikowe z masłem borowikowym i kiszonymi pomidorami koktajlowymi.

I dbaj tu, człowieku, o linię! Oprócz brzucha wszelako, pasłem także i oczy, którą to wizualna strawą dzielę się z Tobą i Twoimi czytelnikami w poniższym fotoreportażu.

Łącząc wyrazy i obrazy, Twój szczerze oddany

Piotr Bikont

 

Galeria zdjęć

Bikont

Piotr Bikont

Polski reżyser, dziennikarz i publicysta; działacz opozycji w PRL; krytyk kulinarny. Od 1989 do 2001 był dziennikarzem "Gazety Wyborczej".

Z Robertem stworzył duet publicystów kulinarnych, publikujący w tygodniku Wprost, a następnie w Newsweek Polska. Razem z Makłowiczem wydał książki: Listy pieczętowane sosem, czyli gdzie karmią najlepiej w Polsce. Przewodnik  (2001),  Dialogi języka z podniebieniem  (2003), Stół z Niepowyłamywanymi Nogami  (2007), a samodzielnie: Polska na widelcu  (2005), Polska. Nawigator kulinarny  (2007),  Kuchnia żydowska według Balbiny Przepiórko  (2011).

Sklep
Copyright © 2013 Robert Makłowicz All Rights Reserved.
Projekt graficzny, ilustracje: Andrzej Zaręba
Projekt UX i wdrożenie: ME & MY FRIENDS