en
Felietony
Wstecz

Normale alla polacca

16.07.2014 Normale alla polacca

 

Wyznanie to może bezwstydne, ale niezbyt sensacyjne o tej porze roku: siedzę w Dalmacji, piję wino, wcinam ryby i to właśnie -  poza nurzaniem obłego ciała w morskiej toni - są chwilowo me główne życiowe aktywności. Od razu spieszę pocieszyć zawistników: pogoda na razie nie rozpieszcza, jest ciepło, ale często pada i grzmi, choć  - i to dla wspomnianych wcześniej wiadomość fatalna - pogoda właśnie ma się ustabilizować.
Zatem wcinam, popijam i kąpię się, ale funkcji mózgowych nie wyłączyłem przecież całkowicie, zatem dziś o przemyśleniach drobnych, które naszły mnie podczas robienia porządków w spiżarni.

Po przybyciu zawsze sporządza się listę zapasów pozostawionych wcześniej, takich do długiego przechowywania, by później za jednym razem dokupić odpowiednią ilość makaronu, miodu, oliwy, ryżu, soli morskiej czy też nabojów do espresso, by później mieć to z głowy i kupować na bieżąco świeże artykuły codziennego użytku. Gdy robiłem rzeczony przegląd, w oczy wpadła mi paczka makaronu produkcji polskiej, choć na włoską modłę wytworzonego z mąki typu durum. Nie przywiozłem go ja, bo jestem zwolennikiem zasady terroir i wcinam tu lokalne makarony z wyspy Korczula,  z chorwackiej Istrii albo też z Włoch. Ale odłożyłem na półkę z chęcią wykorzystania, gdyż jest to makaron całkowicie jadalny, a w kraju kosi konkurencję, bowiem kosztuje połowę tego, co Barilla czy Agnesi. Odłożywszy te wielkie muszle, zwane conchiglioni, a służące do nadziewania, przyjrzałem się raz jeszcze opakowaniu i dojrzałem coś, co odebrało mi ochotę na ich konsumpcję. Otóż czas gotowania określono tam następującymi słowy: „al dente 11 min.; normale 13 min.”

To potwornie śmieszne, ale i lekko przerażające, bowiem doskonale ilustruje sposób myślenia lokalnych speców od marketingu. Mają do sprzedania produkt wytworzony na włoską modłę, całkowite naśladownictwo włoskiej tradycji kulinarnej. Wiadomo, że we Włoszech wszelkiego rodzaju pastę obowiązkowo gotuje się al dente, czyli na ząb, tak, by stawiała zębom lekki opór, nie była rozgotowaną brutalnie kluchą. Zatem taką informację i wskazówkę trzeba na czymś, co ma przypominać produkt z Włoch, umieścić. Ale tu z pewnością zareagowali marketingowcy.
- Słuchajcie - mówili - przecież nasz klient jest polskim tradycjonalistą, lubi makarony takie, jak w rosole na weselu, mięciutkie, a to jest nasz klient i stracić go nie możemy! Nieszczęsnego „al dente” wywalać nie wypada, co więc robić?
I wówczas ktoś wpadł na pomysł genialny w jego mniemaniu, może nawet dostał za to premię: Zostawmy „al dente”, bo inaczej nie wypada, ale obok dodajmy „normale” z czasem dłuższym.

Przyjrzyjmy się tej koncepcji raz jeszcze. Producent makaronu o włoskim kształcie, nazwie i z pszenicy durum podając czas gotowania dłuższy niż al dente i nazywając go „normale” bez osłonek przyznaje, że „al dente” jest dla niego anormale. To po co w ogóle naśladuje Włochów? Oto pytanie, kto zgadnie, dostanie porcję rozgotowanego spaghetti.

 

Odc-1-rob-na-tle-trzciny-3

Robert Makłowicz

Sklep
Copyright © 2013 Robert Makłowicz All Rights Reserved.
Projekt graficzny, ilustracje: Andrzej Zaręba
Projekt UX i wdrożenie: ME & MY FRIENDS