en
Felietony
Wstecz

Srpska kafana pod Tarczynem

27.05.2014 Srpska kafana pod Tarczynem

Znam znacznie przyjemniejsze zajęcia, niźli podróż samochodem na trasie Kraków-Warszawa, niezależnie od tego, czy Kielce, czy też Częstochowę kierujący po drodze wybierze. Jednak od zeszłego tygodnia obowiązkowo wybieram Kielce, co prawda nie z Kielc samych powodu, lecz faktu, że na tej właśnie drodze chwil parę za Jankami odkryłem istnienie fantastycznej serbskiej karczmy z prawdziwym, doskonałym serbskim jedzeniem przygotowywanym przez serbskiego szefa kuchni, zarazem współwłaściciela przybytku.

Już kilka tygodni temu wracając ze stolicy do domu mignęły mi po prawej stronie tuż przy drodze drewniane zabudowania, przy których - jak mi się zdawało - powiewała serbska flaga. Miałem też niejasne wrażenie, że widziałem napisy „dobrodošli” oraz „srpska kafana”, ale podejrzewałem halucynacje i stany gorączkowe, wywołane rychłą koniecznością pokonania rond w Radomiu. W każdym razie zapamiętałem miejsce: Grzędy przed Tarczynem, na nitce z Warszawy do Krakowa. Jadąc tamtędy następnym razem, musiałem rzecz skontrolować.

I jest, jest srpska kafana, jest flaga, jest drewniany sympatyczny dom z ogrodem, a wszystko jest karczmą o nazwie Guča. Guča - miejscowość w Serbii, w której odbywa się najsłynnieszy w świecie festiwal trębaczy, odwiedzany każdego lata przez setki tysięcy gości.

W karczmie tylu ich nie było, i chwała Bogu, bo jedzenia by nie nastarczyli. A przygotowują je bezkompromisowo, nie podlizując się nadwiślańskiej klienteli pierogami czy też barszczem. W karcie same serbskie i dawne jugosłowiańskie klasyki, m. in. pljeskavice w kilku odmianach, čevapčiči, škampi na buzaru, pohane lignje, riblji paprikaš, baklava.

Jagneća ćorba - mocno pomidorowa zupa z kawałeczkami mięciutkiej jagnięciny, podawana w glinianym naczyniu, już warta byla grzechu. Ale ostrzyłem sobie zęby na leskovački čevap, w opisie bowiem widniało, że to siekane wołowina z baraniną, doprawiane czosnkiem, ostrą papryką i odrobiną wędzonego boczku. Takie właśnie były owe dwie paluchowate kiełbaski, w dodatku zrobiono je z mięsa najwyższej jakości i upieczono na ruszcie, jak należy. Świetna była i pljeskavica na kajmaku, wielki okrąg siekanej wołowiny, podany z kajmakiem, tym cudownym serem o konsystencji gęstej śmietany, rozpływającym się na ciepłym mięsie. Do wszystkiego oczywiście ajvar i cebulka, nie tylko siekana, również dymka w całości, jak każe bałkański obyczaj.

Szefem kuchni jest tam pan Goran Milošević, a wiem to, bo szef wyszedł z kuchni, słysząc mruczącego z ukontentowania gościa. Wypiliśmy kawę po serbsku, zwaną w Bośni kawą po bośniacku, w Grecji kawą po grecku, na Cyprze kawą po cypryjsku, w Maghrebie kawą po arabsku, a w Turcji kawą po turecku, pogawędzili nieco, na domową baklavę sił tym razem zabrakło.

Tym razem. Kolejne pewnie będą już wkrótce.

 

Odc-1-rob-na-tle-trzciny-3

Robert Makłowicz

Sklep
Copyright © 2013 Robert Makłowicz All Rights Reserved.
Projekt graficzny, ilustracje: Andrzej Zaręba
Projekt UX i wdrożenie: ME & MY FRIENDS