en
Felietony
Wstecz

W poszukiwaniu espresso

14.04.2014 W poszukiwaniu espresso

 

 

Kraje, w których kawa rośnie, nie są przeważnie rajami dla kawiarza. Przekonałem się o tym po raz kolejny w Malezji, a wróciwszy do domu i łaknąc filiżanki gorącego, kremowego espresso skonstatowałem zarazem ze smutkiem, że nam też daleko jeszcze do włoskiej, portugalskiej, chorwackiej czy też węgierskiej średniej.

Na Jamajce, gdzie uprawia się Blue Mountain, jedną z najsłynniejszych i najdroższych kaw świata, pijają przeważnie rozpuszczalne świństwa. W Ekwadorze podają najczęściej kawowy koncentrat, który samodzielnie rozcieńcza się wrzątkiem, a w Malezji dumni są bardzo z rozpuszczalnej kawy, wymieszanej od razu z cukrem i mlekiem w proszku. Wszędzie tam da się co prawda znaleźć kawiarnie we włoskim stylu, z ciśnieniowymi ekspresami, ale są to raczej ciekawostki dla turystów, a nie powszechny obyczaj. W Malezji na szczęście są Chińczycy, a więc również doskonała herbata, ale wróciwszy na ojczyzny łono pragnąłem kawy. Nie mogłem niestety parzyć sobie jej w domu, ani korzystać z ofert sprawdzonych krakowskich kawiarń, bowiem przez przeszło tydzień musiałem przemieszczać się po kraju, zarówno pociągiem, jak i automobilem.

W pociągu, jak wiadomo, człowiek skazany jest na Wars. Już jakiś czas temu przemierzając szlak pomiędzy Krakowem a Warszawą zauważyłem obecność ekspresów ciśnieniowych w wagonach restauracyjnych. Kiedyś nawet usiłowałem zamówić espresso, ale ekspres się zepsuł - jak mi powiedziano.

Teraz, złakniony, ponawiałem identyczne próby kilkakrotnie, zawsze bez powodzenia. W końcu jeden pan z Warsu wytłumaczył mi, że ekspresy zamówione do wagonów nie działają, bowiem pociąg wytwarza zbyt małe napięcie zdaje się, albo ciśnienie, w każdym razie kawy z ekspresu zrobić się nie da. Spytałem naiwnie, czy nie mogą wstawić sobie ekspresików na kapsułki, dostępnych w każdym supermarkecie, pan ze smutkiem zaprzeczył, bo w Warsie wszystko zamawia się centralnie. Zatem jakiś mędrzec zamówił dziesiątki albo i setki dostojnych ekspresów, które nie działają w pociągowych warunkach i jeżdżą sobie po Polsce jako fantomy, kawa z ekspresu jest w ofercie Warsu, a że jej nie ma, to rzecz całkowicie wtórna, skoro w jadłospisach figuruje. Poprawiło się, rozszerzamy naszą ofertę i reagujemy na życzenia klientów.

Jeżdżąc samochodem wybór ma się większy. W przydrożnych barach kawa czasem bywa dobra, zwłaszcza jeśli należą do włoskiej sieci Autogrill, ale na samych stacjach benzynowych espresso w zasadzie nie występuje. Orlen Cafe miał je dawno temu, ale najwyraźniej uznano, że Polacy lubią wyłącznie dużo kawy naraz i teraz w tamtejszch maszynach najmniejszą opcją jest już tylko espresso doppio. Przynajmniej mają małe papierowe kubeczki, czego nie uświadczysz w stacjach Shella, obsługiwanych kawowo przez maszyny z logo Coffeeheaven. Ucieszyłem się wielce, widząc takową po raz pierwszy, bo w kawiarniach Coffeeheaven kawa jest niezła, choć droga. Radość trwała krótko, opcji espresso urządzenia Coffeeheaven w ogóle nie przewidują, kubki papierowe mają wyłącznie ogromne, tyle kawy ile, się w jednym na raz mieści, nie wypijam przez tydzień. Pani z obsługi poradziła, by odstawić kubek po kilku sekundach, bo potem i tak leje się woda. Tak uczyniłem, otrzymałem niedobre pseudoespresso w gigantycznym naczyniu, za które zapłaciłem prawie osiem złotych. Blisko dwa euro za samoobsługową, niedobrą kawę w jednorazowym, w dodatku nieodpowiednim naczyniu. W Portugalii mniej kosztuje wyborne espresso w porcelanie z kieliszkiem winogronowego destylatu.   

Odc-1-rob-na-tle-trzciny-3

Robert Makłowicz

Sklep
Copyright © 2013 Robert Makłowicz All Rights Reserved.
Projekt graficzny, ilustracje: Andrzej Zaręba
Projekt UX i wdrożenie: ME & MY FRIENDS