en
Wstecz
Aktualności

Gotowanie z piwem w roli głównej

08.04.2015 Gotowanie z piwem w roli głównej

Serdecznie zapraszamy na pokaz kulinarny w wykonaniu Roberta Makłowicza.
Już w najbliższą sobotę (11 kwietnia) o godzinie 14.00, w Hali Expo przy ul. Stefanowskiego 30, w Łodzi podczas Targów Piw Regionalnych odbędzie się wspomniany pokaz. Robert zaprezentuje trzy potrawy z użyciem polskich piw wyłacznie małych producentów. Serdecznie zapraszamy.

Jeśli jesteście ciekawi co jeszcze będzie się działo podczas Targów zapraszamy do śledzenia profilu:
https://www.facebook.com/pages/Targi-Piw-Regionalnych-Piwowary/662969053764229

Świąteczny wywiad z Robertem Makłowiczem

21.12.2014 Świąteczny wywiad z Robertem Makłowiczem

W numerze specjalnym, "pasterkowym" miesięcznika "W drodze" znajdziecie obszerny wywiad z Robertem, przeprowadzony przez Katarzynę Kolską i Romana Bieleckiego OP,  którego fragment zamieszczamy poniżej.

Magazyn będzie prezentem rozdawanym w szesnastu kościołach dominikańskich w całej Polsce, w nocy z 24/25 grudnia po Pasterce.
Każdy będzie móg pobrać bezpłatnie numer ze strony http://www.miesiecznik.wdrodze.pl/

 

Stylem opowiadania przypomina pan w programach Szwejka.
Dziękuję bardzo, ale chyba się obrażę. Przygody dobrego wojaka Szwejka to oczywiście fantastyczna książka. Ale nie zapominajmy, że pisał ją oficer polityczny Armii Czerwonej, który w sposób katastrofalny wpłynął na postrzeganie monarchii austro-węgierskiej. Nie było większego szkodnika, jeśli chodzi o pamięć historyczną tego okresu, niż niejaki Jaroslav Hašek. Historia jest ujmująco fenomenalna i śmieszna, bo to był zdolny człowiek. Niemniej jeśli już chcielibyście mnie porównać do jakiegoś autora, to wolałbym Bohumila Hrabala.

Czyli bardziej historia niż gotowanie…
Oczywiście. Kiedyś studiowałem historię i wszystko, co robię, związane jest z moimi zainteresowaniami historycznymi. Nie ma życia bez historii. Bardzo się nią interesuję. Tematy, którymi się zajmuję, są może jakoś poboczne, ale niezwykle ważne dla zrozumienia kultury danego kraju. Bo jeśli dla kogoś kuchnia jest wszystkim, to znaczy, że zwariował.

A kiedy pan w tej kuchni wylądował?
To było w czasach licealnych. Czytałem książki kucharskie, które były wtedy dostępne. Niewiele ich było, ale były.

Po co to nastolatkowi?
Dzięki temu przenosiłem się w inne miejsca. Za pomocą cudzoziemskich i mało znanych mi wtedy potraw zastanawiałem się, jak w tych obcych krajach może być. Wydawało mi się, że pewnie nigdy tam nie pojadę, więc w miarę możliwości odtwarzałem tamten świat. To było takie podróżowanie palcem po mapie.

Przez smak, który próbował pan wywołać?
Tak, bo już wtedy miałem poczucie mało komfortowego uwięzienia w masie chamstwa, szarości i okropieństwa, które u nas panowały.

Pamięta pan pierwszą potrawę, która tak się panu udała, że zawołał pan mamę i tatę, a oni się zachwycali: Jak ten nasz syn wspaniale ugotował?
Niestety, nie pamiętam, ale w liceum gotowałem dość regularnie.

Z książką kucharską w ręku i zgodnie z przepisem czy raczej pan eksperymentował?
Pewnie, że eksperymentowałem. Proszę pamiętać, że kiedy zdawałem maturę, był 1982 rok. W sklepach nic nie było. Rzadko można było ugotować coś zgodnie z przepisem. Ale miałem książkę Macieja Halbańskiego Potrawy z różnych stron świata. To była fantastyczna lektura, bo obok przepisów były tam jeszcze krótkie opisy okołokuchenne. Jako autor musiał się bardzo namęczyć, bo to był prawnik i ekonomista z Krakowa, a pisał o kulinariach, nie ruszając się z miejsca, tylko wertując książki w bibliotekach. Znał kilka języków, tyle tylko, że potem musiał to wszystko dopasowywać do PRL-owskich realiów. Jego książka była traktowana jak biblia, bo w niej obok przepisu na sos beszamelowy znajdowała się informacja, kim był ów Béchameil. Niezwykle mnie to fascynowało. Według jego przepisu często robiłem pory zapiekane w sosie mornay, bo do tego wystarczyło mieć pory, które zawsze były, a sos mornay to zwykły beszamel z serem. No a ser żółty też zawsze jakiś był, oczywiście nie gruyère czy ementaler...

…tylko taki amerykański z darów…
Ten amerykański koszmarnie psuł wygląd sosów ze względu na to, że był sztucznie farbowany.

A co było dalej?
W 1984 roku dostałem paszport, wyjechałem za granicę i wszystkie zarobione pieniądze wydawałem na miejscu, zamiast na przykład zbierać na upragnionego malucha. Będąc wówczas w Paryżu, nie miałem żadnej pewności, że jeszcze kiedykolwiek tam przyjadę. No a być w Paryżu i nie zjeść ostryg, i nie napić się szampana to wielki grzech, prawda? Kilka lat później szczęśliwie skończył się komunizm, a ja dzięki takim wyjazdom miałem jakieś doświadczenie i w przeciwieństwie do wielu osób wiedziałem, czym się różni curry madras od curry vindaloo, bo podczas pobytu w Londynie namiętnie chodziłem do wszystkich możliwych etnicznych knajpek.

Lubi pan dotykać i próbować potrawy rękami. Sztućce panu przeszkadzają?
Nawet małe dziecko, które potrafi samodzielnie jeść, wkłada łapy do talerza nie po to, żeby zrobić komuś na złość, tylko dlatego że w ten sposób poznaje konsystencję pewnych rzeczy. Sztućce to pewnego rodzaju cywilizacyjny gorset.

Robert Makłowicz w lipcowym numerze miesięcznika "W drodze"

09.07.2014 Robert Makłowicz w lipcowym numerze miesięcznika "W drodze"


"KAWA, CZYLI POŻYTKI Z ABSTYNENCJI"
 

Prawdziwa rewolucja kawowa miała miejsce w 1901 roku, kiedy to mediolańczyk Luigi Bezzera skonstruował pierwszy w historii ludzkości ekspres ciśnieniowy. Powstało espresso i w branży kawowej już nic nie było takie, jak przedtem.

Całkowita abstynencja, jeśli nie jest stanem wywołanym przez chorobę, zdaje się nam, ludziom wychowanym w chrześcijaństwie, rzeczą dziwaczną i niezrozumiałą. Trudno o inną konstatację w kulturze, której jednym z najważniejszych symboli jest wino, napój Chrystusowy. Jednak to abstynencja, powodowana islamskim nakazem religijnym, przyniosła nam inną używkę, bardziej banalną, lecz dla wielu codziennie nieodzowną, mianowicie kawę.

Nasze słowo „kawa”, bardzo podobnie zresztą brzmiące we wszystkich językach europejskich, nawet po fińsku, węgiersku czy estońsku, wywodzi się od arabskiego „kahwa”, którym to mianem określano niegdyś jeden z rodzajów wina. Koran zabrania picia wina, ale jego historia jest znacznie starsza niż islam. Zaraz po jego przyjęciu nawet najwierniejsi synowie proroka znali, niektórzy pewnie nawet z autopsji, magiczne właściwości napoju wytwarzanego z vitis vinifery. Zatem jemeńscy sufi znaleźli cudowny substytut zabronionego, płyn pozwalający odpędzać senność i łaknienie podczas długotrwałych transowych modłów. To była kawa, a Jemen wraz z Etiopią to jej praojczyzny.

Jemen dla popularyzacji kawy ma o wiele większe znacznie niż Etiopia. Choć nadal rośnie tam wyborna kawa, jedna z najlepszych w świecie, to przecież zwie się ją arabicą. Rozrastające się błyskawicznie imperium otomańskie wchłonęło świat arabski, a wraz z nim kawowce i parzony z ich owoców napój. Głosy religijnych ortodoksów, nazywających kawę winem islamu i nawołujących do zakazu jej konsumpcji, rozlegały się donośnie, lecz nic nie było w stanie zatrzymać kawowej powodzi. Zmieniono nieco je (...)

Cały tekst można przeczytać w 7 nr miesięcznika "W drodze", w wydaniu papierowym lub elektronicznym. Gorąco polecamy!

http://www.miesiecznik.wdrodze.pl/

Menu Biesiady Europejskiej 7 czerwca we Wrocławiu

02.06.2014 Menu Biesiady Europejskiej 7 czerwca we Wrocławiu

W tym roku tematem przewodnim szóstej edycji "Europy na widelcu" będzie kuchnia regionalna. Nie jak poprzednio kuchnia konkretnych państw ale regionów, czasem łączących newet trzy kraje zamieszkane przez jedną mniejszość narodową.
Najbardziej oczekiwana impreza podczas kulinarnego festiwalu to niewątpliwie wspólna biesiada na wrocławskim Rynku. W tym roku odbędzie się 7 czerwca, tradycyjnie rozpocznie wielką paradą i przemarszem wrocławskich szefów kuchni, prowadzonych przez Roberta Makłowicza i Piotra Bikonta. Panowie zaprezentują potrawy z 16 regionów europejskich, które jak zawsze będzie można skosztować podczas biesiady.  Spróbujemy więc m. inn. dań z Transylwanii, Tyrolu, Przydnieprza.

 


A oto całe menu biesiady:

 

Andaluzja (Hiszpania) – OSSKiC
Gazpacho andaluz − zupa z surowych warzyw podawana na zimno
Albóndigas en salsa de tomate – lekko pikantne klopsiki mięsne w sosie pomidorowym

Alentejo (Portugalia) – OSSKiC
Pezinhos de porco de Coentrada − potrawka z wieprzowych nóżek w sosie z zieloną kolendrą
Carne de porco à Alentejana − wieprzowina smażona z małżami

Brandenburgia (Niemcy) – OSSKiC
Spreewälder Mohnpielen − makowy deser à la pudding podawany z sosem owocowym
Kasseler Rippchen − pieczeń wieprzowa z kiszoną kapustą i ziemniakami

Dolny Śląsk (Polska) – HP Park Plaza
Bukiet warzyw ze szparagami w sosie serowo-estragonowym z prażonym słonecznikiem
Pieczona szynka na musie owocowym z ziemniakami i warzywami

Morawy (Czechy) – restauracja Bernard
Pivní polévka − zupa piwna
Nakládaný hermelín s tatarsou omáčkou − marynowany ser z sosem tatarskim podawany z żytnim chlebem

Peloponez (Grecja) – restauracja Akropolis
Φακες (fakes) – zupa z soczewicy z czarnymi oliwkami podawana z chlebkiem pita
πιλάφι με γαρίδες (pilafi me garides) – potrawa z ryżu z krewetkami

Prowansja (Francja) – Good Food
Ratatouille − potrawka z warzyw
Charlotte − szarlotka z nutą tymianku i pomarańczy

Region Przydnieprowski (Ukraina) – restauracja Kozacka Chatka
Холодни́к (chłodnik) − zupa na bazie maślanki z ogórkami i zieleniną podawana na zimno z jajkiem
Пиріжки із зеленим луком і яйцями (pierożki z zieloną cebulką i jajkami) − smażone pierożki z ciasta drożdżowego podawane ze śmietaną
Млинці з м'ясом (naleśniki z mięsem) − naleśniki z mąki pszenno-gryczanej podawane ze śmietaną
Сирники (syrnyky) − kotleciki z białego sera zalane słodkim śmietankowym sosem

Skania (Szwecja) – Quchnia Polska
Rödbetssallad − sałatka śledziowa z burakami
Köttbullar − kulki mięsne z żurawiną

Spisz (Słowacja) – Studio Kulinarne Piotra Kucharskiego oraz Konrad Schönfeld i Tomislav Kožić
Bryndzowé pirohy − pierogi z bryndzą kraszone skwarkami
Spišská fazulova polievka − zupa fasolowa z wędzoną golonką i kwaśną śmietaną

Sycylia (Włochy) – Art Hotel
Arancini di riso − kulki ryżowe nadziewane mozzarellą
Caponata siciliana − potrawka z bakłażanów

Szkocja (Wielka Brytania) – OSSKiC
Toad in the Hole − kiełbaski zapiekane w cieście z ziołami z dodatkiem sosu cebulowego
Bread and Butter Pudding − pudding z chleba zapiekanego w masie mleczno-jajecznej

Transylwania (Rumunia) – OSSKiC
Clatite brasovene cu carne – naleśniki z wieprzowiną
Balmoş – danie na bazie polenty i sera zapiekane w piecu

Tyrol (Austria) – OSSKiC
Brühe mit Leberknödel − rosół z knedlem wątrobianym
Rote-Rüben-Knödel − kluski z czerwonych buraków podawane z sosem

Żmudź (Litwa) – Unilever Food Solutions
Šaltibarščiai (chłodnik) − zupa na bazie jogurtu z botwinką podawana z czarnym chlebem z białym serem
Bulvytė („ziemniaczek”) – deser z miodem, makiem i bakaliami

Żupania Krapińsko-Zagorska (Chorwacja)  – restauracja Kurna Chata
Pečenica Stubica – pieczeń wieprzowa z suszonymi śliwkami i śliwowicą
Zlevanka – ciasto z mąki kukurydzianej i białego sera

 

Europa na widelcu 2014

21.05.2014 Europa na widelcu 2014

 

To już szósty raz na wrocławskim rynku spotkają się wszyscy wielbiciele wielkiej kulinarnej imprezy jaką jest Europa na widelcu. Tradycyjnie mentorami wydarzenia są Robert Makłowicz i Piotr Bikont. Impreza potrwa w tym roku od 4 do 8 czerwca. Ma upamiętniać rocznicę pierwszych wolnych wyborów w Polsce powojennej oraz stwarzać możliwość świętowania rocznicy wejścia do Uni Europejskiej. Przez pięć dni we Wrocławiu wydarzy się naprawdę wiele.
Oto program wydarzenia:
 

4 – 8 czerwca

Jarmark produktów i potraw europejskich i targi książki kulinarnej
10.00–21.00 Godziny otwarcia straganów

6 czerwca

Szaleństwo szparagowo-truskawkowe

16.00 Koncert polsko-ukraińskiego zespołu Hoverla
16.30 ABC dobrych truskawek i szparagów

smażenie konfitur
pokazy kulinarne
warsztaty pieczenia chleba
pojedynek mistrzów – Robert Makłowicz vs. Piotr Kucharski
zabawy z nagrodami
prezentacja jury I Konkursu na Najlepsze Smaki Dolnego Śląska

19.00 Koncert krakowskiego zespołu Chluba

7 czerwca

Biesiada europejska

11.30 Koncert polsko-ukraińskiego zespołu Hoverla
12.00 Parada kucharzy i przedstawienie szefów kuchni na scenie
12.30 Uroczyste otwarcie biesiady – prezentacja programu, menu i rozpoczęcie degustacji.

atrakcje dla dzieci: warsztaty kulinarne i teatrzyk „Małe Mi”
zabawy z nagrodami
warsztaty pieczenia chleba

12.45 Prezentacja potraw regionalnych i opowieści kulinarne – Robert Makłowicz i Piotr Bikont
13.15 Koncert chorwackiego mistrza harmonijki ustnej Tomislava Golubana
13.30 Pokaz kulinarny Roberta Makłowicza
14.00 Prezentacja jury VI Wrocławskiego Turnieju Nalewek, IV Wrocławskiej Potyczki Destylatów Owocowych i I Konkursu Win Domowych
14.15 Koncert słowackiego zespołu Družina
15.00 Spacer po jarmarku i targach książki – Robert Makłowicz i Piotr Bikont
15.30 Niespodzianka dla publiczności
16.00 Ogłoszenie wyników I Konkursu na Najlepsze Smaki Dolnego Śląska i rozstrzygnięcie konkursu na najlepsze danie z truskawek i szparagów organizowanego przez Cooklet
16.30 Koncert chorwackiego mistrza harmonijki ustnej Tomislava Golubana
17.00 Pokaz gotowania przygotowany przez bloggerów kulinarnych
17.45 Ogłoszenie wyników VI Wrocławskiego Turnieju Nalewek, IV Wrocławskiej Potyczki Destylatów Owocowych i I Konkursu Win Domowych
18.00 Tort Europy na widelcudla wszystkich zgromadzonych na rynku gości!
19.00 Koncert finałowy WrocLove Big Band ze Stanisławem Soyką

 

Robert Makłowicz o zielonogórskim winie po epoce jabcoka i wódki

15.05.2014 Robert Makłowicz o zielonogórskim winie po epoce jabcoka i wódki

W 1979 r. z Zielonej Góry pochodziło wino Mariola. Teraz jest już normalne wino. Powstaną też potrawy, będące zawsze elementem poczucia własnej odrębności. Poczucia lokalności nie może przecież spajać jedynie wiara w potęgę Falubazu - opowiada Robert Makłowicz w wywiadzie dla Gazety Wyborczej.

Widziałam, że szedł pan do Winnicy okrężną drogą.
Rzeczywiście, poprosiłem o dłuższy wymiar kary. W sensie chodzenia oczywiście. Byłem w Zielonej Górze już kilka razy, ale nigdy w życiu w centrum.

I jak wrażenia?
Jeśli się porówna przedmieścia ze starym miastem to rewelacja. Teraz już nigdy nie pomylę jej z Jelenią Górą.

Sceneria Zielonej Góry nadaje się na tło programu kulinarnego?
Takowy program wymaga kulinariów w naturalnych dekoracjach, same dekoracje to jednak zbyt mało. A tu nie ma potraw regionalnych, które można by w programie zaprezentować.

Mamy za to wino.
Przypominam sobie rok 1979. Udawałem się na imprezę licealną, rodzice z powodu nieletności odebrali mi butelkę wina Mariola. Do dziś pamiętam tę etykietę i napis: wino gronowe, Zielona Góra. Potem fałszywie obchodzono tu święto wina, bowiem wszystkie winnice wycięto w pień. Szkoda, bo po Jałcie zyskaliśmy najbardziej wysunięty na wschód niemiecki okręg winiarski, który mogliśmy pieścić, zamiast zdewastować. I tak finalnie zostały tylko jabcok oraz ciepła wóda.

 

Cały wywiad przeprowadzony przez Kalinę Stawiarz można przeczytać tutaj:
http://zielonagora.gazeta.pl/zielonagora/1,35161,15955120,Maklowicz_o_zielonogorskim_winie_po_epoce_jabcoka.html#TRLokZielTxt

 

Kulinarna Podróż z Winstonem - wywiad z Robertem Makłowiczem dla magazynu "Kocie sprawy"

11.05.2014 Kulinarna Podróż z Winstonem - wywiad z Robertem Makłowiczem dla magazynu "Kocie sprawy"

Katarzyna Pielak: Jakiego kota ma gotujący obieżyświat, ulubieniec wielu Polaków?
Robert Makłowicz: Brytyjczyka, który przypomina pluszowego misia o popielato-sino-stalowym, prawie srebrnym umaszczeniu. Ma okrągłe łapki i śliczne oczy, typowe dla kotów tej rasy. Winston, bo tak mu na imię, skończył już sześć i pół roku.

Katarzyna Pielak: Dlaczego Winston?
Robert Makłowicz: Po pierwsze, bo jest rasy brytyjskiej. Po drugie – ponieważ był bardzo cichy, gdy go kupiliśmy. Wcale się nie odzywał. Został kupiony w hodowli pod Krakowem i gdy wracaliśmy stamtąd z maleństwem, przełączyłem właśnie w radio na audycję skierowaną do mniejszości niemieckiej w Polsce – oczywiście była prowadzona po niemiecku. Maleństwo zaczęło wtedy po raz pierwszy strasznie miauczeć. Od razu skojarzyło mi się to z Churchillem. Tak właśnie Winston został Winstonem.

Katarzyna Pielak: Jakim towarzyszem jest Pana kot?
Robert Makłowicz: Podróżującym. Co roku wyjeżdżamy na dwa miesiące do Dalmacji i zabieramy ze sobą Winstona. Idealnie sprawdza się w podróży. Jeździmy tam samochodem, podróż trwa do 14 godzin, ponieważ to około 1300 km. Winstona umieszczamy w transporterku, a on nie wydaje ani jednego dźwięku, nawet gdy przejeżdżamy przez Austrię i w radio mówią po niemiecku.
Gdy jechaliśmy tam po raz pierwszy, kupiłem mu szeleczki, smycz i próbowałem go wyprowadzać w czasie postojów, jednak to mijało się z celem, bo przerażony czmychał do swojej klatki. Przez całą drogę odmawia jedzenia i picia. Wypuszczamy go więc dopiero na miejscu, a on najwyraźniej poznaje, że jest u siebie, i od razu czuje się rewelacyjnie. To jest już jego teren.
W Krakowie mieszkamy na drugim piętrze w starej kamienicy, więc Winston nie wychodzi na zewnątrz. Natomiast w Dalmacji, gdzie jest duży dom z ogrodem, może się wyszaleć. Trzyma się blisko domu i przepędza dzikie koty, których na miejscu nie brakuje. Jest tam panem i władcą.

Katarzyna Pielak: Czy nigdy nie zaginął, jeśli chodzi tam tak samopas?
Robert Makłowicz: Raz – w czasie pierwszego pobytu odbył walkę z miejscowym kotem, a potem zdawało nam się, że zaginął. Myślę jednak, że siedział ukryty pod pralką. W Dalmacji latem jest strasznie gorąco, a on ma bardzo dużo futra, więc w dzień najchętniej śpi w komórce z pralką, w pomieszczeniu, które jest najciemniejsze i najchłodniejsze w całym domu. A gdy słońce zachodzi, to wyłazi i zaczyna urzędowanie.

Katarzyna Pielak: Sprawia jakieś problemy?
Robert Makłowicz: Rozrabia czasami w nocy, jak to wszystkie koty, miauczy i biega. I tyle. Ponieważ uwielbia spać w naszych łóżkach, najczęściej awanturuje się wówczas, gdy ktoś zamknie drzwi do sypialni. Nie jest tak, że śpi tylko z nami, może więc mieć ochotę wejść też do sypialni syna. Dlatego nocą drzwi do każdej sypialni muszą być otwarte. Inaczej stoi pod nimi, wrzeszczy i skacze na klamkę.
Posiada również taki nawyk, że zawsze kładzie się na walizce, którą przygotowuję sobie do wyjazdu. Uwielbia włazić również do wszystkich toreb, tych najbardziej szeleszczących, więc gdy zostawimy niechcący jakąś torbę papierową, to w nocy nie da się spać. Włazi do niej i trzeszczy. Jak już mówiłem, wakacje spędza zawsze z nami. Posiada paszport, czip i wszystkie konieczne szczepienia.
Ogólnie jest bardzo grzecznym kotem, choć dobrze wie, czego chce. Odmawia na przykład picia wody z miseczki, no chyba że w razie największej konieczności. Pije wyłącznie wodę bieżącą. Sam daje znać, że chce pić, wskakując do umywalki lub czekając przy zlewie. Woda go fascynuje. Mamy dużą przezroczystą kabinę prysznicową i Winston uwielbiał kiedyś obserwować kąpiącą się osobę, śledzić strumień wody. Potem sam zaczął wskakiwać na umywalkę.

Katarzyna Pielak: Skoro tak bardzo lubi wodę, to równie chętnie się kąpie?
Robert Makłowicz: Nie, lubi jedynie leżeć w umywalce, kiedy jest sucha. Mamy wielką z dwoma kranami, wyleguje się więc w jednej części, ale gdy jest za dużo wody, to bardzo szybko czmycha.

Katarzyna Pielak: Czy jako wielbiciel gotowania, gotuje Pan także Winstonowi?
Robert Makłowicz: Nie, ze względu na przyjmowaną przez niego specjalną karmę – ma problemy z nerkami. To podobno typowa dolegliwość brytyjczyków.
Winston nie lubi ludzkiego jedzenia. Nawet świeżego mięsa nie chce jeść. Jak coś siekam, natychmiast podbiega i łapą zaczepia, ale jak mu się da, to raczej nie je. Trochę pomiędli i zostawi. Ryb też nie chce jeść. Winston stanowi chyba produkt przemysłowej cywilizacji. Trzęsie się na widok gryzaków, takich odkamieniaczy do zębów. Potrafi przegryźć się przez papier, żeby się do nich dostać. Gdy jeszcze jadł normalną karmę, suchą i mokrą, wybierał tylko najdroższe puszki z górnej półki.
Winston jest moim pierwszym kotem rasowym. Zawsze do tej pory miałem dachowce.

Katarzyna Pielak: Dlaczego więc zdecydował się Pan na kota właśnie rasy brytyjskiej?
Robert Makłowicz: Moi synowie strasznie chcieli maine coona. Bardzo przeciw temu protestowałem, bo oznaczałoby to przerażające kłaki w całym mieszkaniu i garderobie.
Miałem znajomą w Austrii, która posiadała dwa koty – nigdy takich kotów nie widziałem, były ogromne! Gdyby jeden z tych osobników położył się na stole, toby się na nim nie zmieścił. Były tak ciężkie i wielkie, że nie można było ich wziąć na ręce. A mieszkanie było kompletnie zakłaczone.
Gdy pojechaliśmy do hodowli, okazało się na szczęście, że są tam także brytyjczyki. One wydawały mi się milsze, bardziej pocieszne i bardzo charakterne.

Katarzyna Pielak: Czy Winston jest właśnie taki charakterny?
Robert Makłowicz: O tak! Nienawidzi, gdy bierze się go na ręce. Ale jak chce, żeby go popieścić, to sam przychodzi, zaczepia główką lub bezpazurkowo łapą. Ma swoje ulubione miejsca. Jest nim na przykład puf. Kiedyś miał fotel i gdy ktoś siadał na tym fotelu wieczorem, atakował go. Teraz awanturuje się i złości, gdy zajmuje mu się puf.
Potrafi dogadywać się z innymi zwierzętami, ale lubi dominować. Mimo że jest wykastrowany.
Kiedyś nie pojechał z nami do Dalmacji. Tuż przed wyjazdem wykryliśmy u niego problemy z nerkami, dodatkowo miał jakąś infekcję. Dostał antybiotyk. Ponieważ nie chcieliśmy, żeby podróż mu zaszkodziła, zostawiliśmy go w Krakowie pod opieką. Wówczas właśnie do domu wlazł dziki kot. Winston broniąc swego terytorium, nasikał do telewizyjnego dekodera. Potwornie śmierdziało i długo nie mogliśmy zlokalizować źródła smrodu, bo rzadko oglądamy telewizję w tym pomieszczeniu. Dopiero gdy okazało się, że telewizja nie działa, obejrzeliśmy dekoder i odkryliśmy, skąd dochodzi fetor. Ale mimo to jest bardzo grzeczny, niczego w domu nigdy nie zniszczył ani nie podrapał, nawet gdy był malutki. Ma zawsze drapak i musi to być jeden konkretny rodzaj, taki tradycyjny, najprostszy, sizalowy. Niczego innego drapać nie chce, na drapaczki nowoczesne patrzy z pogardą.

Katarzyna Pielak: Gdzie spotkał Pan najwięcej kotów podczas nagrywania podróży kulinarnych?
Robert Makłowicz: Cały świat jest pełen kotów. W krajach islamskich prawie nie widzi się psów, bo uważane są za zwierzęta nieczyste, natomiast kotów jest mnóstwo. Ogromna ich liczba jest w Tajlandii. Są to przepiękne koty syjamskie, bo Syjam to dawna nazwa Tajlandii. U nas zobaczyć syjamczyka to rarytas, a tam chodzą sobie samopas. Można je spotkać na stacjach benzynowych, przy sklepach, na parkingach. Podchodzą i łaszą się.
Wygląd kotów, przynajmniej tych wolnożyjących, zależy od rasy dominującej w danym miejscu, ale też od warunków atmosferycznych. W Dalmacji na przykład zwierzęta te bardzo różnią się od naszych dachowców. Tam jest gorąco, więc mają znacznie mniej futra, są krótsze, mają krótsze łapy i mniejsze pyszczki. W krajach nadmorskich jest dużo kotów, bo tam gdzie są ryby, tam są i koty.

Katarzyna Pielak: W jednym z odcinków „Podróże kulinarne Roberta Makłowicza” jeden z kotów towarzyszył Panu w trakcie gotowania.
Robert Makłowicz: To było w Tunezji, kot podjadał mi krewetki.

Katarzyna Pielak: Można powiedzieć, że Robert Makłowicz jest kociarzem?
Robert Makłowicz: Wychowywałem się wśród psów, w moim rodzinnym domu były wyłącznie boksery. Jednak nie można mieć psa, prowadząc nieregularny i wyjazdowy tryb życia. Od wielu lat mam więc koty, bo trudno żyć bez czworonożnego stworzenia w domu.
I uważam za nieprawdziwe twierdzenie, jakoby kot przywiązywał się głównie do miejsca. On przecież jest z nami, a nie z naszym mieszkaniem. Jest z nami albo to my jesteśmy z nim.

Katarzyna Pielak: Bardzo dziękuję za rozmowę.

Wywiad ukazał się w magazynie KOCIE SPRAWY Nr 134-135, Grudzień 2013/Styczeń 2014.

Galeria zdjęć

Piekło w gębie - warsztaty kuchni tajskiej w Badowie

10.04.2014 Piekło w gębie - warsztaty kuchni tajskiej w Badowie

 

W Folwarku Badowo powstała Wszechnica Umiejętności Kulinarnych projekt adresowany przede wszystkim do pasjonatów, którzy pragną podnieść swoje kwalifikacje zarówno w kuchni, jak i na salonach. Spotkania Wszechnicy zaplanowane są na 10 weekendów w ciągu roku, program każdego spotkania będzie inny, zogniskowany na innej kuchni. Tematyka będzie tak dobierana, aby ktoś, kto zdecyduje się wziąć udział we wszystkich warsztatach zdobył wiedzę i umiejętności porównywalne z materiałem jednego roku specjalistycznego studium kulinarnego.

Podczas najbliższego zjazdu, który odbędzie się 25 - 27 kwietnia, jednym z punktów programu są warsztaty kulinarne "Piekło w gębie". W ramach warsztatów kuchni tajskiej Robert Makłowicz, który studiował jej pikantne tajniki na miejscu, w Tajlandii, będzie uczył jak używać galangalu, tamaryndowca, liści kafiru, mleka kokosowego i wielu innych egzotycznych ingrediencji.  Oprócz tego poprowadzi degustację win z własnej kolekcji w ramach firmy WIN-KO, której jest współzałożycielem.

Ponadto organizatorzy proponują także warsztaty kulinarne: "Pędzi nowe" prowadzone przez Artura Moroza szefa kuchni restauracji „Bulaj” w Sopocie; "Słona słodycz" prowadzone przez Dominikę Hoppe i Tomasza Seidler - właścicieli studia projektowo - kulinarnego "Bułka z Masłem" w Poznaniu; wykład Marka Przybylskiego "Kuchnia dobrze naoliwiona" o historii i znaczeniu oliwy w diecie śródziemnomorskiej oraz zajęcia "Czytelnia Kulinarna" poświęcone kulturze biesiadowania, literaturze kuchennej i estetyce kulinarnych blogów prowadzone przez Piotra Bikonta.

Szczególowy program i informacje o zapisach znajdziecie tutaj:
http://folwarkbadowo.com/atrakcje/wszechnica-umiejetnosci-kulinarnych/

Galeria zdjęć

Ilustracja Andrzeja Zaręby z podobizną Roberta Makłowicza na aukcji WOŚP-u.

10.01.2014 Ilustracja Andrzeja Zaręby z podobizną Roberta Makłowicza na aukcji WOŚP-u.

 

Robert Makłowicz podarował na aukcję WOŚP  jedną z ilustracji, która powstała w czasie prac nad nową stroną.  Malowana gwaszem, oprawiona, o wymiarach 47 cm x 59 cm z autografami twórcy Andrzeja Zaręby i portretowanego Roberta Makłowicza.

Licytacja się zakończyła, gwasz został sprzedany za 910 zł. Zwycięzcy gratulujemy!
http://aukcje.wosp.org.pl/ilustracja-przedstawiajaca-r-maklowicza-autograf-i920673

Nowa strona internetowa Roberta Makłowicza

08.01.2014 Nowa strona internetowa Roberta Makłowicza

Rys. Andrzej Zaręba

 

Wraz z początkiem 2014 roku ruszyła całkowicie nowa strona internetowa Roberta Makłowicza. Intuicyjna i funkcjonalna platforma została przygotowana również w wersji mobilnej.

Merytorycznie witryna ma nadal charakter wizerunkowy i jest kompendium informacji o działalności publicystycznej, zawodowej, społecznej i charytatywnej Roberta Makłowicza. Obszerny dział stanowią „Podróże” odbywane na zamówienie Telewizyjnej Dwójki i dokumentowane od lat w programie „Makłowicz w podróży”. Dodatkowym bonusem są tam galerie niepublikowanych dotąd zdjęć. W sumie na stronie pogrupowanych w kategorie zostało ponad pięćset przepisów. Dostęp do nich ułatwia funkcjonalna wyszukiwarka.

Całkowitą nowością jest dział „Felietony”. - Do współpracy zaprosiłem kilku zawołanych przyjaciół, byśmy wspólnie uprawiali niniejsze poletko cyberprzestrzeni, aby wzrastało na nim to, co akurat nas cieszy, smuci albo też zdumiewa – mówi Robert Makłowicz. - W felietonach będzie można poczytać o jedzeniu, winie, destylatach, piwie pewnie też, a nawet o napojach zupełnie niewyskokowych, lecz nie tylko o tym - obiecuje. Oprócz cotygodniowych tekstów Roberta Makłowicza znajdą się tu też artykuły Piotra Bikonta, Andrzeja Zaręby i Wojciecha Lutomskiego.

Moje miejsca” i „Polecam” to kolejne nowości w serwisie, które służą pokazaniu godnych uwagi miejsc, produktów i usług przetestowanych przez podróżnika i krytyka kuchni. W serwisie został też stworzony sklep internetowy, w którym można będzie kupić oryginalną serię produktów inspirowaną CK Monarchią.

Projekt graficzny i ostateczny wygląd strony to wynik współpracy zespołów z Krakowa i Wrocławia. Pomysłodawcą i koordynatorem prac jest Agnieszka Makłowicz. Redakcyjna część została opracowana przez Dagmarę Olejnik, zaś za koncepcję e-commerce odpowiedzialna jest Elżbieta Skoczek. Niestandardowy layout witryny został oparty na humorystycznych rysunkach i podobiznach Roberta Makłowicza wykonanych przez krakowskiego grafika i ilustratora, Andrzeja Zarębę. - Od lat portretuję Roberta i bardzo cenię jego dystans do siebie – mówi autor ilustracji. 

Za projekt UX i wdrożenie całości odpowiada Grupa Me & My Friends z Wrocławia, która po raz kolejny została wybrana do produkcji strony www.maklowicz.pl. - Witryna niemal w całości bazuje na kolorze ecru, który, w połączeniu z licznymi zdjęciami i materiałami multimedialnymi, zapewnia optymalną czytelność – wyjaśnia Jakub Wolff, art director w  Me & My Friends. – Kluczowe elementy nawigacyjne zostały wyraźnie odcięte, co z pewnością ułatwi użytkownikom przemieszczanie się pomiędzy poszczególnymi sekcjami strony – dodaje.   

Robert Makłowicz podarował na aukcję WOŚP  jedną z ilustracji, która powstała w czasie prac nad nową stroną. Gwasz z autografami autora ilustracji Andrzeja Zaręby i Roberta Makłowicza zostanie zlicytowany na aukcji WOŚP, która odbędzie się w niedzielę, 12 stycznia.
Już teraz zapraszamy na aukcję:
http://aukcje.wosp.org.pl/ilustracja-przedstawiajaca-r-maklowicza-autograf-i920673

videos

STAMBUŁ. JEDNO MIASTO, WIELE SMAKÓW – SPOTKANIE Z ROBERTEM MAKŁOWICZEM.

Wszystkie
Formula
Sklep
Copyright © 2013 Robert Makłowicz All Rights Reserved.
Projekt graficzny, ilustracje: Andrzej Zaręba
Projekt UX i wdrożenie: ME & MY FRIENDS